Wbrew pozorom, tytułowym korzeniem na wagę złota nie jest w mojej kuchni żadne egzotyczne warzywo czy przyprawa. Jest nim… korzeń pietruszki! Tak tak moi dordzy. To popularne w Polsce warzywo nie wszędzie jest tak łatwo dostępne i znane.Pamiętam, że jeszcze kilkanaście lat temu gdy pytałam tutaj o pietruszkę, wszyscy pokazywali mi natkę i dziwnie patrzyli na mnie gdy tłumaczyłam, że chodzi mi o korzeń, taki jak marchewki, lecz biały. Najczęściej proponowano mi wtedy pasternak mówiąc, iż to jedyny ‘biały’ korzeń jaki mogę tu znaleźć ;) Powiedziano mi, że pietruszki na korzeń praktycznie nikt tutaj nie uprawia i że ciężko mi będzie ją zdobyć (czytaj : raczej się to nie uda ;))
Przyznam, że byłam wtedy bardzo zdziwiona, gdyż korzeń pietruszki był dla mnie czymś tak ‘normalnym’ jak marchewka czy jabłko. I kiedy wreszcie dałam za wygraną i pogodziłam się z faktem, że to osobliwe warzywo z pewnością nigdy nie zagości w mojej szwajcarskiej kuchni, przechadzając się pewnego dnia po targu całkiem przypadkiem ‘trafiłam’ na ten wytęskniony biały korzeń u jednego ze sprzedawców. Chyba nikt jeszcze nigdy nie był tak szczęśliwy z widoku pietruszki jak ja tamtego pamiętnego dnia :) Od tego czasu regularnie odwiedzam rzeczonego sprzedawcę i gdy tylko czas mi na to pozwala jeżdżę bezpośrednio na jego farmę (o której pisałam Wam np.
tutaj).
I mimo, że aktualnie łatwiej jest już kupić korzeń pietruszki (jednak tylko na targu, raczej nie w sklepie), to i tak jest on warzywem mało tutaj znanym. Gdy stojący obok mnie klienci widzą, że kupuję pietruszkę często pytają mnie, do czego i jak jej używam :) Jest ona bowiem – jak i kilka innych warzyw – określana mianem warzywa ‘zapomnianego’ (légumes oubliés), tak jak salsefia, topinambur czy wspominany wcześniej pasternak właśnie. Mam jednak nadzieję, że już niedługo to się zmieni i że nie będzie trzeba ‘polować’ na korzeń pietruszki ;) No i może cena nie będzie wtedy tak zawrotna, gdyż aktualnie to ok. 7 franków za kilogram, czyli prawie 4 razy więcej niż cena marchewki :)Po powrocie z moich ostanich warzywnych ‘łowów’, zaopatrzona w moje ulubione ‘zapomniane’ warzywa, postanowiłam zrobić z nich coś, co przy okazji będzie pasować na aktualnie trwający Orzechowy Tydzień : często pojawiającą się na naszym stole warzywną zapiekankę wzbogaciłam więc o dodatek orzechów, które dodały jej wspaniałego smaku i aromatu.
Piekę ją zawsze w indywidualnych foremkach, gdyż ładniej prezentuje się ona wtedy na talerzu.
*
Zapiekanka warzywna z orzechami
(foremki o średnicy 11 cm)
warzywa : ziemniak, żółta marchewka, pasternak, korzeń pietruszki
na każdą foremkę :
ok. 50 ml śmietany (można zastąpić 1/3 śmietany mlekiem)
1 łyżka startego parmezanu
1 łyżka zmielonych orzechów
sól
szczypta gałki muszkatołowej
grubo posiekane orzechy
+ starty parmezan do posypania
Warzywa obieramy i kroimy w cienkie plasterki; do śmietany dodajemy parmezan, mielone orzechy i gałkę, ewentualnie lekko solimy do smaku, mieszamy. Warzywa układamy w naczyniu tak, by plasterki zachodzily na siebie po czym zalewamy je śmietaną i posypujemy posiekanymi orzechami.
Pieczemy w nagrzanym do 170° piekarniku ok. 45 minut (sprawdzamy nożem czy warzywa są już wystarczająco miękkie); na koniec posypujemy startym parmezanem i wstawiamy do piekarnika jeszcze na kilka minut, aż ser się lekko roztopi.
Jeśli zapiekanka zbyt szybko się rumieni podczas pieczenia, można przykryć ją folią aluminiową.
I starajmy się nie zapomnieć o naszej zapiekance ‘skypując’ np. z jakąś miłą osobą, gdyż będzie ona wtedy miała nieco zbyt intensywny kolor, taki jak na powyższym zdjęciu między innymi :D
Pozdrawiam serdecznie!
*
Potrawa ta bierze udział w Orzechowym Tygodniu
