*
Ostatnio (hmmm… ciekawe dlaczego? ;) ) coraz bardziej ‘ciągnie’ mnie w stronę wszystkiego co zielone, świeże, lekkie. No dobrze, może nie zawsze lekkie, ale i tak lżejsze od raclette czy fondue ;)
Na spacerach szukam pierwszych oznak wiosny (jeszcze ich trochę mało…) i jak jaszczurka łapię rozgrzewające, nieśmiałe promienie słońca. Wczoraj w lesie znalazłam już nawet pierwsze listki czosnku niedźwiedziego, choć prawdziwy sezon na niego zacznie się chyba dopiero pod koniec marca (teraz listki są jeszcze malutkie, w większości miejsc wręcz mikroskopijne ;) ).
*
W miniony weekend postanowiłam więc przygotować coś słodkiego z taką właśnie wiosenną nutą. Zamarzyło mi się i coś zielonego (pistacje), i coś bardziej ‘kwiatowego’ (róża), i tak oto powstały ‘wariacje na temat’ ;)
Dziś pierwsza – pistacjowa – z crema di limoncello (uwielbiam to połączenie!) oraz jej pistacjowo-różany wariant. Nota bene – wersja z limoncello świetnie smakowała również z malinowo-różanym ‘coulis’, ale o tym będzie już w następnym odcinku ;)
‚Ciasteczka’ pistacjowo-cytrynowe
100 g drobno zmielonych pistacji
30 g drobno zmielonych migdałów
120 g cukru
2 jajka
30 g stopionego masła
2 łyżki crema di limoncello
otarta skórka z 1 cytryny + 1 limonki
50 g mąki
Piekarnik rozgrzać do 180°.
Białka ubić na pianę. Pistacje i migdały wymieszać z cukrem, dodać żółtka i dalej mieszając wlać stopione masło, otarte skórki oraz limoncello, a na koniec mąkę (masa w tym stadium jest dosyć zwarta i ‚kleista’). Następnie dodajemy partiami białka i delikatnie mieszamy. Wlewamy masę do natłuszczonych foremek i pieczemy ok. 20-25 minut (uważamy by zbytnio ich nie przesuszyć).
Z tej porcji wyjdzie nam ok. 5-6 większych ‚ciasteczek’ (o śr. 8 cm) lub 8-9 muffinek.
Zamiast limoncello możemy dodać 2 łyżki wody różanej (i tylko jedną otartą skórkę z cytryny) oraz kilka mrożonych malin. Obydwie wersje są pyszne :)
*
* * * * *
Jak już wspomniałam w komentarzach pod poprzednim postem – losowanie ‚przyprawowe’ zostało zakończone :) Chętnych z komentarzy pod wpisem podzieliłam wg interesujących Was przypraw. Sumaku np. mam na tyle, by wszystkich chętnych obdzielić, jednak akacji (której mam najmniej) oraz lemon myrth dla wszystkich by niestety nie wystarczyło :/ Dlatego też przy reszcie przypraw zmuszona byłam dokonać losowania. Mam nadzieję, że wybaczycie mi fakt, iż ilości wysłanych przypraw nie będą niestety zawrotne, chciałam jednak by jak najwięcej osób mogło ich skosztować i by było w miarę ‘sprawiedliwie’ ;)
Oto alfabetyczny spis wylosowanych osób, które proszę o przesłanie mi adresu drogą mailową :
Caracordata
Elka
Fellunia
Gwiazdka
KaroLina
Kasia (fiołkowa)
Kass
Krokodyl
Lo
Lula Lu
Majana
Mich
Monika (przy stole)
Niedzielka
No Onion
Ptasia
Qd
Vinrouge
Viri
Wiosanna
Zaytoon
*
Pozdrawiam serdecznie!
*
O, los się do mnie uśmiechnął, jak fajnie, super i dziękuję. Słowotoku dostałam :D
Wyglądają pysznie:) A przepis bardzo atrakcyjny. Zapisuję do zrobienia. Pozdrawiam serdecznie Beo:))
Beo, jak my wszystkie rozpaczliwie pragniemy tej wiosny! ;) Ciasteczka wyglądają magicznie (przyznam się, że rzadko mam chęć na ciasta bez nadzienia, kremu czy sera ale gdy tylko zobaczyłam Twoje i przeczytałam o połączeniu pistacji z limoncello, zaburczało mi w brzuchu ;) Zdjęcie czosnku równie piękne.
:*
Bea, jak ja zazdroszczę Ci tego świeżego czosnku niedźwiedziego! Pistacjowej babeczki zresztą też ;) Ale mniej, bo ja też dziś bawię się w zielone ;D
ale cudna ta zieleń
nie potrafię się powstrzymac od uśmiechów widząc to pierwsze zdjęcie i myśląc o takim ciastku-babeczce w optymistycznym kolorze
wiosna jest już blisko
pozdrawiam ciepło
choc dzisiaj tu nad morzem wieje okropnie..
Uwielbiam pistacje, ale pod postacią takich babeczek jeszcze ich nie próbowałam. Wspaniale wyglądają!
Bea tego mi teraz trzeba. Zieloność mnie relaksuje i uspokaja. Dopóki nie ma jej za oknem trzeba się jakoś ratować.
Ciasteczka dla męża czy tez się skusiłaś?
Śliczne te ciasteczka i na pewno pyszne :)
Ja też gotuję ostatnio na zielono i pożeram surówki !
Bardzo dziękuję za szczęśliwą rękę :)
Musze Ci przyznać, że nigdy nie widziałam aż tak bardzo zielonych pistacji! Lekko zielonkawe owszek, ale nie trawiaste. W Istanbule opychałam się pistacjami w kolorze różowym :) I chociaż jadłam baklawę zieloną od pistacji to i tam takich nie widziałam. A ta zieleń tak bardzo mnie pociąga…
O jak fajnie, jak fajnie!
A w pistacjach najfajniejszy jest… kolor ;)
Wystarczy do Ciebie zajrzeć i od razu wiosenniej :)
Piękne zdjęcia! i piękne ciasteczka :)
Beo, są przepiekne…
O nie! Przegapilam jakies losowanie?????
Nic to.
Dzis nasrabiajac zaleglosci prage powiedziec ze cudownie zielono i wiosennie u Ciebie dzis. PYCHA!
,,straszne” te babeczki , bo takie jak wiesz uwielbiam , pistacje , migdały …. I jeszcze ,,strasznie” mi się podobają zdjęcia
No ,,strasznie” zielono u ciebie Bea ****
Czosnek niedzwiedzi.. u nas roslina chroniona, na moim terenie nieobecna. Raz w zyciu mialam okazje sprobowac – w Puszczy Bialowieskiej, w rezerwacie, keidy przewodnik na zasadzie „a co to ” pokazal i nawet dla powachac i strzępek przeżuć:)
Nie liczyłam na łaskawosc losu w kwestii przypraw, a tu – siurpryza! :) :) :)
qd spogladajaca na slonce miedzy grubymi krupami sniegu z nieba
oj Bea, ale dalas tym czosnkiem po oczach… i teraz bede cierpiec, bo go uwielbiam…
sliczne te Twoje babeczki, az naszla mnie ochota na pieczenie… moze jakos mi sie uda… hm…
mnie też ciągnie do wiosny, oj i to bardzo bardzo, a do pistacji jeszcze bardziej ;)
Szłam sobie na dół, zeby wpisać komentarz, ze zapisuje przepis i te zieloniutkie ciasteczka piekę, a tu taka niespodzianka. Mnie???? wylosowałaś??? od dziecka uwielbiałam brać udział w różnych loteriach, losowaniach itd. i nic z tego. No, nieźle. :-))) Juz nei bede mogła wiecej napisać, ze nigdy nei mam szczęscia w losowaniu. :-))) Beo, wiesz jak ja sie cieszę??? Jak dziecko. :-))))) Szczególnie, że tak lubię przyprawy. Mają w sobie magię, a ja lubię być czarownicą. ;-)
jeśli chodzi o pistacje, to ja planuje pojechać w takie miejsce w Grecji, gdzie jest ich zatrzęsienie. kiedyś czytałam o takim pistacjowym zagłebiu. ;-) O tym, jak wiele różnych pistacjowych łakoci można tam skosztować; o kobiecie, która od dziecka pracowała przy nich, najpierw je sortujac, a na starość grabiąc, gdy sie suszą. Ubrana na czarno, grabiąca zielone pistacje.. Lubię sobie to wyobrażać. :-))) I to moje wakacje, które sobie zamówiłam, ze jak dzieci podrosną i bedziemy mogli sami z mężem się gdzieś wybrać, to ja właśnie w te pistacje. ;-)) Ciasteczka upiekę, bo bardzo jestem ich ciekawa.
Oh Bea! Sliczne!
zupelnie jak moje babeczki
http://anoushkaencuisine-pl.blogspot.com/search?updated-max=2010-01-28T15%3A24%3A00%2B01%3A00&max-results=2
widze, ze lubimy te same smaki ;)
Wow jakie cudowne! bardzo mi się podobają:) A te ciasteczka to w jakich robiłaś foremkach – takich tartaletkach ? Są takie wiosenne i apetyczne :) napatrzeć się nie mogę:)
Ależ pieknie Beo. Chciałabym mieć pistacjowe drzewo przed domem, dbałabym o nie jak nic.
Beatko, od razu widać, że Ty już oko w oko stanęłaś z wiosną. :) Zielony czosnek niedźwiedzi, zielone pistacje, zielone wypieki, zielone papilotki… Nic tylko zazdrościć! :) Przyślij mi proszę kurierem trochę ciepła i gorących promieni słonecznych… :) Buźka! :**
PRZEPIĘKNE I MEGA WIOSENNE!!! Przyjemnie popatrzeć bo u mnie za oknem śnieg pada…
wow. cudo.
ja znam niestety tylko smak suszonego czosnku niedźwiedziego :-(
cudnie zielono dziś u Ciebie – u mnie zielone to najwyżej światło na skrzyżowaniu ;)
Caracordata, mam nadzieję, że zawartość posmakuje :)
Eweno – szybkie, proste i wiosennie aromatyczne ;)
O tak Migdałowa, i ja wyglądam tej prawdziwej, ciepłej i słonecznej wiosny… A z ciastami mam odwrotnie – generalnie to te z kremami mnie nie pociągają, z wyjątkiem serników ;)
Komarko, czosnku jeszcze mało, ale mam nadzieję, że już pod koniec marca będę mogła zacząć ‘szaleć’ ;)
Asiejko, mło mi bardzo, że zdjęcie wywołało wiosenny uśmiech :)
Aliveo, one są lekko ‘wilgotne’ w środku, ale takie akurat bardzo nam smakują :)
Lu, mnie również ta wiosenna energia i zieleń coraz bardziej potrzebna… Ciasteczka skosztowałam i przyznaję, że trudno było się mu oprzeć ;)
Grazyno, przynajmniej do naszych kuchni możemy w ten sposób wiosnę przywołać :)
Lula Lu, myślę że zdjęcie w słońcu też odrobinę zmienia naturalny kolor… Ale rzeczywiście są dosyć intensywnie zielone (mam nadzieję, że naturalnie… bo te nie były ‘bio’). Pistacje w kolorze różowym też świetnie brzmią ! :)
Zgadzam się Ptasiu :)
Amarantko, Malto, Poleczko – dziękuję serdecznie !
Margot, strasznie mi się Twój komentarz spodobał :)))
Masz rację Qd, w Polsce ten niedźwiedzi czosnek jest pod ochroną, na szczęście tutaj w Szwajcarii nie. Można go narwać w lesie, lub kupić na targu lub nawet w niektórych ‘marketach’ :)
Kasieńko, już za niedługo pewnie i u Ciebie się pojawi ;)
Aga, mnie chyba bardziej do samej wiosny ;)
Krokodylu, miło mi, że mogłam sprawić Ci przyjemność :) Choć do wygranej w Lotto raczej nie można tego porównać niestety ;)
Podróż Twoich marzeń bardzo mi się spodobała, prawie wyobraziłam sobie tę babcię grabiącą pistacje… :) Trzymam kciuki, by było tak, jak sobie wymarzyłaś :)
Anoushko, to dlatego Ci wtedy pisałam, że uwielbiam połączenie pistacji i limoncello :) Ja zazwyczaj piekłam je pół na pół z migdałami, jednak kolor był
wtedy mniej wiosenny ;) Teraz patrząc na Twoje proporcje myślę, że Twoje są bardziej puszyste (proporcjonalnie więcej mąki, jajek i masła), moje troszkę bardziej ‘zbite’ i wilgotne; ale to nic, i tak są pyszne ;)
Atino, robiłam je w tych foremkach :
http://www.beawkuchni.com/2009/07/weekendowa-cukiernia-9.html
Narzeczono, też bym chciała takie drzewo, i nie tylko takie ;)
Małgosiu, z dnia na dzień robi się cieplej, ma więc cichą nadzieję, że śnieg już do nas nie wróci ;) Przyjedź się wygrzać w górskim słońcu ;))
Myniolinko, dziękuję ! I współczuję śniegu :/
Witaj Karola, suszony ma faktycznie mniej intensywny smak, jak większość suszonych ziół z resztą; ale ponoć na balkonie też można go wyhodować :)
Gwiazdko, światło na skrzyżowaniu mnie rozbawiło :)
*
Pozdrawiam serdecznie!
Zaniemowilam! Przepiekne wypieki. I przecudne zdjecia :) A ta zielen…az dech zapiera :))
Pozdrawiam cieplo.
Hurra! Hurra! Niesamowite, zostałam wylosowana!!!! :DDD Beo dziękuję, ale się cieszę!
Juz czosnek niedźwiedzi? O nie, my to jeszcze chyba co najmniej miesiąc będziemy musieli poczekać, niestety. Ale warto, warto :)
Ciasteczka są tak niezwykle optymistyczne, że aż się sam uśmiech robi na ich widok :D
to się nazywa zieleń ciasteczka ;D
też bym takie zrobiła gdybym miała niesolone pistacje, jak na razie nigdzie takowych nie widziałam, nawet w Almie czy Allegro ;)
i dziękuję raz jeszcze maszynie losującej :)))
jak tu pięknie i wiosennie :)
Beo, ale swietne przepisy! Nigdy nie probowalam takiego polaczenia:) (jak to mozliwe?!) trzeva to natychmiast nadrobic. skoro tak kusisz:)
pozdrawiam cieplo i hm…wiosennie:)
No nie zielone ciasto! i to jak zielone! jestem w szoku i jednocześnie jestem zahipnotyzowana tym widokiem – chcę je! Nada się na jakąś szaloną wiosenną imprezę – może otwarcie sezonu działkowego… super pozdrawiam
Beo, doskonale rozumiem, co piszesz u mnie o czytaniu notki i odkłądaniu komentowania na poóźniej… Ja tak mam strasznie często, niestety. A najgorsze jest to, ze najczęściej odkłądam komentowanie ulubionych blogów, bo to one wymagają dłuższej odpowiedzi, spokoju i skupienia (większego).
A tak na łąpu-capu to w ogóle nie lubię pisać i komentować.
A zieloność piękna! Wypieki z pistacjami wyglądają bosko, ten kolor można uzyskać tylko w kurczaku z dużą iloscią porów ;)))
A ja kiedys na Cin Cin zorganizowalam Zielony Tydzien :) Fajnie bylo.
Uwielbiam zielony kolor. Przez caly rok. Babeczki wygladaja pysznie i zapisze do wykonania.
O wow! Alez ciasto, cudne kolory! Ta zieleń soczysta, az mi zapachniało wiosną Beatko!:))
Jejciu jak się cieszę z przyprawy , dziękuję, dziękuję :*****
Ściskam cieplo.:**
Majana
Bea, jak zwykle jestem zachwycona. Przepisami, zdjęciami, tym co piszesz.
Jak radośnie, energetycznie i lekko.
Pięknie Beatko.
Pozdrawiam
M.
Strasznie apetycznie i pozytywnie wyglądają te „ciasteczka”! A czegoś takiego w tych końcowozimowych czasach właśnie mi potrzeba. ;))
Pozdrawiam! ;*
PS Mam rozumieć, że pod „Zayton” kryję się ja, czyli „Zaytoon” (bo przejrzałam i nikogo innego o podobnym nicku nie widzę)? Bo jeżeli tak, to naprawdę świetna wiadomość! ;)
Bea, dziękuję Ci bardzo bardzo, nawet nie wiesz jak się cieszę :-))) Uwierzysz, że jeszcze nigdy wcześniej nie udało mi się wygrać w żadnym losowaniu? :-) Jeszcze raz pięknie dziękuję :-)))
A ciasteczka i ta zieloność wiosenna – przepiękne, uwielbiam połączenie pistacji z różą, jeszcze ciut kardamonu może być i poezja :) A czosnek- cudnie wiosenne zdjęcie (ale sam czosnek napewno pomyliłabym z konwalią.. ;)
Pozdrawiam gorąco :):):*
Ciasteczka przepięknie zielone! – nie mam limoncello (czym je można zastąpić?), ani wody różanej, ale nabrałam wielkiej ochoty na takie wypieki.
Pozdrawiam serdecznie
Matko akie ja mam zaległości w czytaniu Cię i OGLĄDANIU !
Bo paszę (? od „paść” ) oczy :)
Te zieloności obłędne. Tylko zastanawiam się skąd tak niesamowicie zielone pistacje ? U Ciebie nawet jedzenie ma inny kolor ;-)
Pozdrawiam i idę czytać dalej
Beo jestem zaszczycona! Bardzo dziekuję Tobie i losowi oczywiście!
To ciasto jest obłędne!!!! Kolor mnie powalił, poczułam wiosnę do kwadratu…a dziś św. Patryka…czyli świetujesz1
Pozdrawiam.
Nie wiem od czego zacząć. Sprawiłaś mi wielką radość swoją szczęśliwa ręką do mnie. Przeczytałam o losowaniu jak już napisałam komentarz i rozmyślałam sobie, gdzieżby tu znaleść te kuszące zioło. A tu z nieba spada razem z Tobą. Już się nie mogę doczekać. Dziękuję bardzo. Co do pistacjowych babeczek. Składniki mam, a mąż, wielbiciel tych zielonych wspaniałości, wraca w sobotę z kraju Draculi i powitam go takim cudem. Przepieknę i tak kuszące. Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję. Wysłałam adres na @.
O zgrozo, o czosnku niedźwiedzim chyba też nigdy nie słyszałam. Ale ciasto pistacjowe z nutką cytrynową znam i potwierdzam, jest pyszne, a do tego mam do niego dodatkowy sentyment, bo był to jeden z pierwszych przepisów, które opublikowałam na blogu (który wtedy miał jeszcze zupełnie inny charakter i cel ;).
Cieszę się bardzo, że znowu masz do mnie szczęśliwą rękę, bo ostatnio, kiedy próbuję jednak zaprzyjaźnić się ze sklepami internetowymi odkryłam jak bardzo, ale to bardzo przyjemnie dostać coś pocztą. Pozdrawiam!
Słów mi zabrakło. Serio! No bo jeżeli napiszę: „wygląda cudnie”, to będzie mało, jak dodam: „chętnie bym zjadła” to też do końca nie wyrazi słowami, co myślę. Pogapię się więc :)))
Rany, bo padne jakie piekne pistacjowe ciasto! Beatko droga, teraz nie dam Ci spokoju i bedziesz musiala zdradzic gdzie takie ladne nabyc pistacje :) Zdejcia na brazowym stole sa moimi ulubionymi, zdecydowanie!
Do tego o czasnku niedzwiedzim piszesz, ze tez znam go tylko z opowiesci…
Sciskam Cie mocno :*
A w takich foremkach – fajne są nawet bardzo :) No to będą musiała poszukać u siebie czegoś podobnego :) A jak myślisz takie małe talaterki też mogłyby być, czy będą zbyt niskie?
Bea, no widzisz, jak bywa… :)))) dziekuje Ci serdecznie :) w tych wciaz zimowych dniach dalas mi nie tylko przyprawy, ale pewnosc i radosc, ze i ja moge cos wygrac ))) chyba po raz pierwszy …. :) Dziekuje!!!!!!!
Dziękuję serdecznie za miłe słowa !
Cieszę się, że i Was ciasteczka optymistycznie nastroiły ;)
Do nas przyniosły w tym tygodniu wiosnę, czego i Wam wszystkim życzę :)
*
Zay, raz jeszcze wybacz moje ‘przejęzyczenie’…
Moniko, obyś nigdy nie pomyliła niedźwiedziego czosnku z liśćmi konwalii, te ostatnie bowiem są trujące ! ! !
Pelu, albo możesz zastąpić limoncello innym alkoholem jaki lubisz i jaki do tego typu ciast pasuje, albo tylko sokiem z cytryny np., też będzie dobrze (ps. z rumem też było smaczne ;)).
Cyryllo, ‘paszenie’ nadwyraz mi się spodobało :) Bardzo sympatyczne słowo :))
Kass, o św. Patryku jak co roku zapomniałam… :/
Basiu, proszę o trochę cierpliwości w temacie pistacji ;) Za niedługo i Ty je zobaczysz na własne oczy ;))
PS. Miło mi, że zdjęcia na tym brązowym drewnie Ci się podobają :)
Atino, te moje są niskie, mają ok. 2 cm wysokości.
Elka, i ja się cieszę :))
*
Pozdrawiam wszystkich serdecznie !
Wyglądają wspaniale. Uwielbiam pistacje i muszę również u siebie z nimi pokombinować.
co za kolory!
Beatko, muszę Ci się pochwalić, że doszła wczoraj do mnie kiełkownica, którą zamówiłam ze sklepu wysyłkowego. Nastawiłam od razu kiełki:))
A i jeszcze coś: czytam „Winnicę w Toskanii” F.MAte :) Super! Czytałaś?
Marto, Paulo, dziekuje :)
Majano, ciekawa jestem, czy bedziesz z kielkownicy zadowolona! Mam oczywiscie nadzieje, ze tak ;)
A Winnice w ‚Toskanii’ czytalam (‚Wzgorza’ rowniez) i tez baaardzo mi sie podobalo :)
Pozdrawiam serdecznie!
Beatko, o tak i Wzgórza i Winnica – super ksiażki, świetnie się czyta:)
Kiełkownica bardzo nam się podoba, mój synek lubi patrzeć jak woda przelewa się z szalki do szalki hihi;))
Czekam niecierpliwie na kiełki, które będę mogła zajadać na śniadanko:)
Pozdrawiam ciepło
mam! mam! mam! juz jest czosnek niedzwiedzi, ciut drogi, ale nie moglam sie oprzec :-)) i nawet zdobylam pistacje niesolone w dobrej cenie (wyprzedaz ), wiec bede robic ciasteczka!
Beo, upiekłam. Jakby Ci to powiedzieć? Wyglądają inaczej. ;-) Nie są tak zielone i puszyste (to pierwsze to wina nie tak zielonych pistacji, to drugie efekt tego, ze za grubo zmieliłam migdały i pistacje), ale i tak były smaczne i ucieszylam się, bo smakowały mojemu M., mimo, że za słodyczami to on nie przepada. :-) Upiekę znowu, to wyjdą pulchniej. :-) Świetny przepis. :-)
Majano, kielki juz sa???
Kasienko, ciekawa jestem bardzo jak spozytkowalas ten czosnek niedzwiedzi :)
Krokodylu, ciesze sie niezmiernie ze smakowaly! I ze mialas ochote je wyprobowac :)
Bea, czesc byla skladnikiem salaty, a z tego, co zostalo zrobilam pesto (wraz z suszonymi pomidorami i grana)
Pozdrawiam i gdyby nam sie nie udalo poklikac przed Swietami to wszystkiego, wszystkiego najlepszego!!!!
Kasiu, czyli podobnie jak u mnie :) A nadmiar zostal zamkniety w sloiczku, zalany oliwa z oliwek, i czeka sobie w lodowce ;)
Dziekuje sedecznie za zyczenia! :*
Dotarły do mnie przyprawy. Bardzo dziękuję, pachną cudownie, już nie mogę się doczekać aż je wypróbuję :)
Ciesze sie Wiosanno :) Mam nadzieje, ze przypadna Ci do gustu :)
Pozdrawiam!